fbpx
Menu
Projekt bez tytułu-7

Ach, Ach! Tak być piękną.. tak bezboleśnie, szybko i bez wyrzeczeń być…

Niestety moje Drogie. Takie rzeczy zdarzają się tylko w łóżku między 5.30-7.00 rano, kiedy nasz sen staje się wyrazisty i zamazuje się z jawą. Biegamy wtedy po łąkach w krótkich sukienkach z nogami jędrnymi, gładkimi i pod saaamo niebo. A potem następuje irytujący dźwięk budzika i brutalny powrót do rzeczywistości. Patrzysz na siebie w lustrze i uśmiech schodzi z twarzy, bo przecież za chwilę wesele/urlop/karnawał/lato lub jakikolwiek inny „deadline” naszej motywacji do zmiany sylwetki, a zmian jak nie było widać – tak nie widać. A przecież tak się starasz!

 

Czy faktycznie jest tak, że jesteśmy skazane wyłącznie na swój upór i determinację w walce o lepszą sylwetkę? Czy nic nie może nam trochę pomóc w efektach?

No bo przecież tak łatwo się poddać, kiedy ćwiczysz dzielnie już 3 tydzień, pijesz ponad dwa litry wody dziennie i wcinasz sałatki z komosą ryżową i nasionami CHIA, a tu cellulit (bo tym razem o tym POTWORZE mowa) nie znika, skóra ujędrnia się niezauważalnie bądź nieznacznie, a Ty byś chciała, żeby Twoje lustro w końcu powiedziało – „Spójrz! Jest super – Tylko tak dalej!”. Ale lustro milczy. Ewentualnie grymasi.

A Ty z rozpaczy, zniechęcona sięgasz pierwszy raz po czekoladowe brownie. A potem już leci – spada systematyczność w treningach i diecie, pojawiają się wymówki, wykręty i zwykły brak chęci do dalszej przemiany, bo przecież każdy chce widzieć efekty „już” i zostać pogłaskanym, kiedy tak bardzo się czemuś poświęca.

 

Czy to na prawdę oznacza, że muszę iść na kursy z samomotywacji i samozaparcia żeby wytrzymać bez efektów w swoim postanowieniu dłużej niż 3 tygodnie? Czy na pewno nic nie może mnie wspomóc?

 

OKAZUJE SIĘ, ŻE NIEKONIECZNIE 😉

 

Na szczęście dla nas, naszej woli walki i na pohybel cellulitowi istnieje urządzenie, które może stać się największym sprzymierzeńcem i przyjacielem w walce z cellulitem, zatrzymaną wodą w organizmie i brakiem jędrności ciała. Mowa o rewelacyjnym urządzeniu – ICOONE.

Bądźmy szczere – sam sobie rady nie da, bo cuda nie istnieją – ale wystarczy odrobina Twojej motywacji, trochę ruchu, więcej wypitej wody i mniej zjedzonych ciastek, a zabiegi z ICOONE zdziałają magię na Twoim ciele.

Sama przeszłam serię zabiegów więc na prawdę WIEM CO MÓWIĘ. Kiedy jeszcze się motywowałam przed wakacjami i pilnowałam, to po zabiegach mój cellulit w 90% zniknął, tyłek podniósł się jak na okładkach z Woman’s Health, a o problemie puchnięć i zatrzymanej wody w organizmie mogłam zupełnie zapomnieć.

 

ICOONE to trochę takie bańki XXI wieku. Zakładamy rajstopowe, kombinezowe wdzianko, a potem delikatny i wyczulony kosmetolog przystępuje do zabiegu który centymetr po centymetrze zasysa powierzchnię upartych i problematycznych partii ciała liftingując je i odchudzając.

I to nie jest tak, że urządzenie działa tylko na cellulit – pomaga w odzyskaniu jędrności piersi, a jego specjalne programy medyczne pozwalają zlikwidować blizny i oparzenia, zwiększyć jędrność skóry po liposukcji, pozbyć się żylaków i naczynek.

 

I UWAGA DLA PANÓW – chociaż dobry los oszczędził Wam problemu z cellulitem to i dla WAS urządzenie posiada specjalny program „naprawczy” 🙂

 

Na pytanie czy warto wypróbować serię zabiegów ICOONE odpowiadam – WARTO!

Fakt, że po jednym zabiegu nie zobaczycie wielkich efektów, ale po całej serii i lekkiej poprawie Waszych nawyków żywieniowo-ruchowych – Wasze lustra będą krzyczały z rana: WOW! CO ZA CIAŁO! SPÓJRZ NA MNIE RAZ JESZCZE!

I co Dziewczyny? Przekonałam Was?

Jeżeli podejmiecie wyzwanie ICOONE, to daję pod zakład tabliczkę czekolady z orzechami, że Wasze sny o pięknej sylwetce staną się jawą!

 

Wasza Esensja