fbpx
Menu
Projekt bez tytułu-43

SKŁADam się z dobra!

W dobie, w której sięgamy coraz wyższych pułapów świadomości, gdzie pojęcie „weganizm”,  „frutarianizm”, „medycyna naturalna”, „kosmetyki organiczne” przestały być hasłami z gazet dla nielicznych freaków, a zaczęły być wyrazami świadomego wyboru – coraz mniej z nas daje sobie wmówić, że chemia w kosmetykach, których używamy jest ok i że w żaden sposób nie wpływa na kondycję naszej skóry i organizmu.

Część z nas potrafi czytać przynajmniej podstawowe składy kosmetyczne i wie, że np. SLS jest substancją szkodliwą, ale już nie każdy „alkohol” w składzie ma działanie wysuszające. Coraz więcej czytamy, a telewizja, książki i przede wszystkim INTERNET skutecznie nas w tym temacie edukują. 

I właśnie dlatego w dzisiejszym wpisie chcę przybliżyć Wam podstawowe tajniki czytania składów i obalić mit, że przejście na „dobrą, naturalną stronę mocy” musi nas kosztować fortunę. Otóż Moje Drogie Panie – część z kosmetyków naturalnych możecie stworzyć same, a eksperymentów i kombinacji jest bez liku.

Pamiętajcie – Im większa nasza świadomość – tym lepiej podziękuje nam za to nasze ciało długowieczną, dobrą kondycją skóry 🙂

Zasada czytania składów jest prosta – im mniej – tym lepiej. Wiadomo, że tylko nieliczne, naturalne kosmetyki posiadają krótkie, treściwe składy. Należy jednak pamiętać, że nie każdy, dłuższy niż trzy pozycje, skład jest zły. Miejmy jednak  na uwadze, że im lista wymienianych składników niebezpiecznie się powiększa – tym bardziej powinnyśmy uważać i włączyć swoją czujność.

Lista składników z których stworzony jest kosmetyk nad którym się pochylamy, zaczyna się jednym, prostym, ale nie dla wszystkich jasnym skrótem – INCI – International Nomenclature of Cosmetic Ingredients, czyli Międzynarodowe Nazewnictwo Składników Kosmetyków. 

Zaraz po nim występuje krótsza, bądź dłuższa lista w kolejności, która NIE JEST przypadkowa. To kolejny ważny punkt, który musicie zapamiętać. Na początku znajdują się substancje użyte w największej ilości, a na końcu w najmniejszej. Przy czym składniki w stężeniach poniżej 1% mogą być wymienione na końcu już w dowolnej kolejności. Niestety bardzo często wiele wartościowych składników występuje w kosmetyku w stężeniu poniżej 1%, a ułożenie substancji przez producenta wskazuje, że jest ich więcej.

Zdarza się, że wielkie przedsiębiorstwa obchodzą sprytnie przepisy i nie podają w składzie nazwy wszystkich składników, a jedynie ich numer. Dzięki temu potrafią zarabiać krocie na tanich składnikach naturalnego pochodzenia, których wartość rynkową przebijają co najmniej kilkukrotnie. Wspaniałym przykładem jest (akurat z sekcji kosmetyków kolorowych) puder firmy MAKE-UP FOREVER, uwielbiany przez wizażystów na całym świecie przez wzgląd na właściwości silnie matujące i regulujące sebum. Cena rynkowa tego pudru to od 100-160 złotych, a skład gdyby się go próbować doszukać na pudełku zostaje słodką tajemnicą producenta. Na szczęście w XXI wieku nic się nie ukryje i bardzo szybko ujawniono, że głównym i podstawowym składnikiem pudru jest zwykła KRZEMIONKA, która jako produkt naturalny kosztuje za 10g ok 15-20 zł i działa dokładnie tak samo. Sama znam historię jak wizażyści kupują za pierwszym razem znany puder MUF, żeby potem przesypywać do niego tylko kupioną po taniości krzemionkę. Banalne i smutnie prawdziwe. Żeby nie dać się oszukać obietnicom producentów – nauka na elementarnym poziomie czytania składów to PODSTAWA w pielęgnacyjnym KNOW HOW.

Kolejnym świetnym przykładem z serii małych oszustw cenowych wielkich producentów, jest genialne i wychwalane pod niebiosa serum pielęgnacyjne Sesderma C-Vit Serum.  W zależności od pojemności potrafi kosztować od 180-300 złotych, a można stworzyć równie świetne serum na bazie witaminy C w kroplach, sprzedawanej w aptekach. Oczywiście witamina C nie jest jedynym składnikiem tego serum, ale jeżeli chcecie poznać przepis na domowe serum, którego koszt wyniesie ok 10 złotych dajcie mi znać w komentarzach na facebooku 🙂

Wracając do czytania składów – pomocne i bardzo użyteczne stały się aplikacje, które po zeskanowaniu kodu danego kosmetyku przedstawiają nam dokładnie jego skład, a także rozdzielają substancje aktywne na te zdrowe i przyjazne dla naszej skóry, a także na substancje potencjalnie szkodliwe, niewskazane w ciąży, komedogenne lub podejrzane o właściwości rakotwórcze. Ja osobiście używam aplikacji CosmeticScan, ale wiem, że na rynku pojawiają się coraz to nowe bezpłatne aplikacje stworzone specjalnie w tym celu.

Wyłożyłam Wam dzisiaj bardzo po krótce na co w pierwszej kolejności należy zwracać uwagę kupując nowy kosmetyk. Oczywiście każda skóra reaguje zupełnie inaczej, jednak nie warto przepłacać i wydawać fortuny na proste składniki naturalne w pięknych butelkach wielkich koncernów kosmetycznych, a już tym bardziej nie warto niszczyć swojej skóry kosmetykiem, który w składzie ma całą tablicę Mendelejewa. 

Na pewno wrócę jeszcze do Was z tematem kosmetyków naturalnych i ich drogocennych właściwości, ale pamiętajcie, że o wszystko możecie też zapytać w trakcie zabiegów-  naszych Esensjowych Kosmetologów, którzy z przyjemnością podzielą się z Wami swoją wiedzą 🙂

Miłego weekendu!

Wasza Esensja