fbpx
Menu
shutterstock_1069890485

Sun Shine all the Time!

Która z nas nie lubi tych jego cieplutkich, lekko łaskoczących złocistych promieni na skórze? Nawet jeżeli narzekamy na wysokie temperatury, to zdecydowanie bardziej narzekamy jak za oknem go brak. Mowa oczywiście o SŁOŃCU. Sprzymierzeńcu miłości, radości z życia i optymizmu. Nasz lekarz, którzy na wszystko przepisuje nam witaminę D3 i cieszy się widząc poprawę 🙂

Jednak mimo tego, że z tej relacji wyciągamy dużo korzyści, to jak w każdym zdrowym związku należy zachować umiar i od czasu do czasu pójść sobie do drugiego pokoju 🙂

Słońce sprzyja częstemu przebywaniu na świeżym powietrzu. Korzystamy z jego promieni na spacerach, działkach, grillach i plażach i wiąż uparcie dążymy do tego, aby nasza skóra chociaż na trochę znów przybrała kolor pięknego brązu. I tak jak w krótkich, bardzo dozowanych kąpielach słonecznych nie ma nic złego, tak niestety długie przebywanie na słońcu może kończyć się dla nas tragicznie. Pomijam już fakt, że skóra mocno opalona to skóra poparzona, ale to co się dzieje, kiedy nie możemy się rozstać z brązowym kolorem i próbujemy go za wszelką cenę pogłębić i przedłużyć kończy się przedwczesnym starzeniem, pomarszczeniem, a w najgorszych przypadkach – rakiem skóry.

Jak bronić się przed promieniowaniem UV i nie zwariować?

Oczywiście pierwszym co przychodzi nam na myśl to używanie kremów z filtrem. Ale niestety tutaj lubimy być oszukiwane przez wielkie koncerny kosmetyczne, które owszem zapewniają nam ochronę, krzyczącymi literami SPF z opakowań. SPF czyli Sun Protection Factor – określa stopień ochrony przed promieniowaniem UVB. A to nie jest jedyne promieniowanie, które jest dla nas szkodliwe. 

KRÓTKA TEORIA:

Promieniowanie UVB jest odpowiedzialne za pojawianie się opalenizny trwałej, tej, którą możemy obserwować na naszej skórze już po kilku godzinach. Z dobrych cech posiada tylko jedną – wyzwala produkowanie witaminy D. Niestety to jedno jedyna zaleta, bo poza nią to on odpowiada za raka skóry, a także jego promieniowanie jest prawie 10 000 razy silniejsze niż promieniowanie UVA.

No i właśnie. Tu przechodzimy do drugiego rodzaju promieniowania słonecznego czyli UVA. Jest to taki trochę cichy zabójca naszej skóry.  Odpowiada ono za pierwsze zarumienienia widoczne bezpośrednio po opalaniu, które znikają nawet po kilkudziesięciu minutach. Niestety – choć rumień znika zostają inne skutki uboczne – zdegradowane pokłady kolagenu i elastyny, przyspieszony proces wiotczenia skóry oraz pojawianie się trwałych przebarwień. 

Teraz już rozumiecie skąd oszustwa producentów? Zapewniają nam kremy z wysokim znacznikiem SPF, który chroni nas wyłącznie przed promieniowaniem UVB. Niska osłona przez promieniowaniem UVA jest równie szkodliwa. UVA dalej będzie mogło atakować naszą skórę przyspieszając proces jej starzenia.

Jakie symbole oznaczają w kremach ochronę przed promieniowaniem UVA – otóż są to skróty PPD, IPD, PA – które bardzo często oznaczane są gwiazdkami lub plusikami. Oczywiście im większa ilość gwiazdek tym ochrona jest mocniejsza. Ja osobiście zauważyłam takie oznaczenia głównie na koreańskich kremach BB i ichniejszych podkładach. Jak wiadomo – Koreanki mają fioła na punkcie swojej cery i ochrony przed słońcem 🙂 

Kolejną pułapką ochrony przed słońcem jest niewystarczająca ilość kosmetyku,  jaką nakładamy. Na samą twarz powinniśmy nałożyć ok. 2,5 milimetra produktu, czego prawie nigdy nie robimy, bo ze względu na jego tłustą konsystencję, duża ilość skutecznie nas odstrasza. Tymczasem ochrona kosmetyku wraz z mniejszą nałożoną ilością spada w bardzo szybkim tempie.

KILKA CENNYCH INFORMACJI NA TEMAT OPALANIA:

  1. Na pewno nie można opalać się na oliwkę. Nałożenie jej na skórę przyspieszy proces poparzenia ciała, ponieważ działa na słońce jak soczewka. Jeżeli chcecie przyspieszyć opalanie użyjcie specjalnego kosmetyku w tym celu np. firmy ZIAJA.

  1. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że przed wyjazdem nastawionym na kąpiele słoneczne warto odwiedzić solarium. Osobiście uważam, że wizyty na solarium to ZŁOOOOOO ale jeżeli masz baaardzo jasną cerę, to jedna wizyta na słabych lampach przez 5 minut może lekko pozwolić uodpornić się na pierwszy kontakt z mocnym słońcem. Ale generalnie –  nie polecam solarium WCALE.

  1. Pamiętaj, żeby w czasie opalania pić dużo wody, ponieważ skóra w naturalny sposób chłodzi się wyparowując wodę z ciała. Poza tym woda to samo dobro, więc PIJ NA ZDROWIE 🙂

  1. Opalanie działa na poprawę trądziku. BZDURA. Efekt ten jest tylko pozorny, bo słońce mocno wysusza skórę, więc wydaje nam się, że zmiany trądzikowe czy pozostałości po pryszczach są przygaszone. Jednak tak naprawdę promieniowanie słoneczne jest bardzo szkodliwym czynnikiem zewnętrznym przed którym skóra broni się produkując więcej naskórka, co skutkuje jego zgrubnieniem, przez co trądzik, zaskórniki i inni nieprzyjaciele tego pokroju zapadają się głębiej w skórze.

  1. Pamiętajcie, że słońce dociera do nas nawet przez chmury, więc nie zapominajmy o kremach z filtrem nawet w dzień w którym pogoda nie wskazuje na to, że można poleżeć na trawie czy plaży.

  1. Nadmierne opalanie – zarówno w solarium jak i na słońcu, bez umiaru i całorocznie jest najgorszym możliwym sposobem na opaleniznę. Przyczynia się w wielkim stopniu do raka skóry, czerniaków oraz wielu uszkodzeń. Jeżeli nie możecie znieść bladego koloru swojej cery – zainwestujcie w opalanie natryskowe albo brązujące kremy i olejki dobrych marek 🙂

To już wszystko w dzisiejszym wpisie. Mam nadzieję, że pomogłam Wam nieco w rozsądnym przygotowaniu się na słoneczne dni i będziecie z nich czerpać wyłącznie to, co najlepsze 🙂 

Piękna skóra to zdrowa skóra. Będę to powtarzać do znudzenia 🙂

Love,

Wasza Esensja