fbpx
Menu
shutterstock_1289545009

Nie taki botoks straszny jak go wstrzykują :)

Stało się! I na mnie przyszła kolej z poprawką urody nieco bardziej zaawansowaną niż dotychczasowe kremy i maseczki. No bo przecież bądźmy szczerzy – niektórych „defektów” bądź kompleksów nie damy rady naprawić nawet najdroższymi, ale samymi kosmetykami.

 

Na początku chcę zaznaczyć, że mam prawie 30 lat i choć zmarszczki nie są jeszcze moim głównym problemem, to zdecydowałam się na botoks z dwóch powodów ( a właściwie trzech). Po pierwsze –  bardzo chciałam opisać Wam dokładnie ten zabieg, aby pokazać i jednocześnie samej się przekonać, że nie jest to nic strasznego i prawidłowo wykonany może tylko pomóc a nie zaszkodzić urodzie i zdrowiu. Po drugie – cierpię na tzw. „Gummy smile” czyli bardzo szeroki uśmiech odkrywający całe dziąsła, co od lat jest już moim kompleksem i na nic zdawało się tłumaczenie: „taka twoja uroda” – czułam się z tym źle, kasując kolejne zdjęcia i kontrolując swój uśmiech. Kiedy dowiedziałam się, że za pomocą botoksu mogę „skontrolować i ujarzmić” swoje nadaktywne mięśnie twarzy nie wahałam się nawet przez moment – BIORĘ! 🙂 A trzeci powód  – to mimo młodego wieku – duża lwia zmarszczka na czole i nosie, która wychodzi przy każdym niekontrolowanym ruchu twarzy, na zdjęciach i w kamerze, a ponieważ często pracuję w ten sposób – zminimalizowanie tej przypadłości wydało mi się bardzo kuszącą ofertą.

 

Czego obawiałam się najbardziej? 

Że skończę jak niektóre zmumifikowane na twarzy gwiazdy, które przesadzają z poprawkami. Że moja twarz nie będzie miała pełnego zakresu mimiki i będę miała efekt wiecznie zdziwionego czoła z rozszerzonymi oczami. Do tego bałam się bólu i w ogóle wkłuć, ponieważ jestem zupełnie nieodporna na ból i nawet najmniejsza igiełka przyprawia mnie o palpitacje serca. Absurdalnie też bałam się, że zostaną mi jakieś bruzdy czy bąble po wkłuciach, których nie będę mogła się pozbyć.

 

Co mi obiecano?

Że absolutnie botoks nie będzie miał wpływu na moją mimikę. Że będę mogła uśmiechać się i marszczyć czoło, ale nadaktywne mięśnie będą osłabione, przez co mój uśmiech będzie bardziej rozchodził się na boki pokazując uzębienie, a nie górne dziąsła. Co do czoła obiecano, że również nie będę czuła różnicy w mimice, jedynie wszystko się wygładzi w naturalny sposób i zmarszczka nie będzie aż tak widocznie pojawiała się na twarzy. Do tego powiedziano mi, że botoks nie tylko nadaje się dla osób, które są już bardziej dotknięte zmarszczkami, ale także dla młodszych twarzy – w ramach profilaktyki. Mięśnie dyscyplinują się i nie mają tendencji do nadmiernego marszczenia. 

Jak wyglądał zabieg?     

Najpierw kosmetolog i jednocześnie szefowa Esensji – Katarzyna Wilk – przygotowała mnie do zabiegu. Zaopiekowała się mną, wytłumaczyła po kolei jak będzie wyglądał zabieg, dała mi kulki antystresowe, żebym sobie mogła pościskać gdybym poczuła ból lub po prostu zbytnio się denerwowała. Następnie posmarowała mi czoło oraz obszar nad ustami maścią znieczulającą i w czasie w którymi maść zaczynała działać – zabrała się za przygotowywanie preparatu i nabieranie go do strzykawek. 

Gdy wszystko było przygotowane, rozrysowała kredką na moim czole oraz nad ustami kropki w które będą aplikowane wkłucia z preparatem. I takim sposobem wyglądając jak biała Pippi czekałam na pierwsze wstrzyknięcie. 

Bałam się bardzo. Są osoby, które mówią, że wkłucia nie bolą ich wcale, są osoby, które przy zabiegu potrafią zasnąć. Ja z moją znikomą odpornością na ból czułam każde wkłucie i było to dla mnie nie tyle nawet bolesne co nieprzyjemne doświadczenie. Na szczęście z każdym wkłuciem zaczynałam się do tego przyzwyczajać, więc koniec końców nie było tak strasznie.

 

Kasia z wielką precyzją i delikatnością podchodziła do każdego wypełnienia i zagadywała mnie, kiedy widziała, że za bardzo się denerwuję. Cud Kobieta! 🙂 Po kilkunastu minutach było już po wszystkim.

 

 

Efekty?

Bezpośrednio po zabiegu nie widziałam ani nie czułam żadnej różnicy. Na czole pojawiły się małe „guzki”, które po godzinie zniknęły, wchłaniając się w skórę całkowicie. Kolejne dwa dni przyniosły lekkie odczucie napięcia w okolicach ust i czoła, ale efekty wciąż nie były tak spektakularne jak się spodziewałam. Zostałam poinformowana, że botoks rozwija swoje działanie nawet do 2 tygodni, więc cierpliwie czekałam.

Dzisiaj mija trzeci dzień od zabiegu i więcej czekać nie muszę –  botoks rozkręcił się w moim organizmie i pięknie skorygował mój uśmiech i czoło. Uśmiecham się promiennie, ale bezdziąsłowo, a czoło marszczy się bardzo subtelnie i tylko wtedy kiedy to na nim „wymuszę”. Nie czuję bólu ani spięcia, moja twarz nie uległa żadnej niekorzystnej przemianie i czuję, że mam kontrolę nad swoją mimiką i nie wyglądam jak zombie 😉 

 

Wrażenia?

NIESAMOWITE! Podobno botoks uzależnia i teraz już rozumiem dlaczego. Kiedy jest wykonany prawidłowo – nie ingeruje w naszą urodę inwazyjnie tworząc z nas sztuczną lalkę – tylko delikatnie poprawia i wypełnia wszystkie defekty twarzy. Polecam go z całego serca bo jest skuteczny i bezpieczny, a sprawna ręka naszej kosmetolog Katarzyny już zdążyła stać się legendą i kobiety nawet ze Stanów Zjednoczonych czy Anglii przyjeżdżają do niej na zabieg. 

Ja szczerze rekomenduje go z całego serca. Nie należy bać się botoksu, bo kiedy oddajemy się w dobre ręce możemy spodziewać się tylko dobrych i pięknych efektów.

Zapisy trwają 🙂

Wasza Esensja